Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przyroda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przyroda. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 kwietnia 2019

Bliskie spotkanie z przyrodą

Lwy, nosorożce, słonie, bawoły - od decyzji kierowcy kto ma pierwszeństwo na drodze może zależeć życie jego i turystów.
Safari


Safari


Safari


Safari


Safari


Safari


Safari


Safari


Safari


Safari


Safari


Safari


Safari


Safari


Safari



Safari


Safari


Safari


Safari


Safari


Safari


Safari


Safari


Safari

środa, 24 kwietnia 2019

Efektowne wybryki natury II


Są rzeczy, o których nie śniło się filozofom. Za część z nich odpowiada sama natura, która daje naukowcom mnóstwo powodów do zastanowienia. Na przykład takich powodów jak 10 poniżej.

#1. Roll cloud

Chmura jaka jest, każdy widzi. Rzecz w tym, że nie każda. Oprócz typowych cirrusów i cumulusów na niebie od czasu do czasu pojawiają się znacznie mniej znane, ale nie mniej efektowne zjawiska. Jednym z nich jest roll cloud, chmura pozostająca dla naukowców sporą zagadką. Wygląda jak poziomo ułożona rura o długości od kilku do nawet tysiąca kilometrów, częstokroć zawieszona zaledwie na 100-200 metrach nad ziemią, a szczegóły jej powstawania nie są jasne.


Co ciekawe, istnieje na świecie jedno specyficzne miejsce, w którym częściej niż gdziekolwiek indziej - zwłaszcza w okresie od września do listopada - można spodziewać się wystąpienia roll cloud. To zatoka Karpentaria w północnej części Australii, dokąd ściągają między innymi miłośnicy szybownictwa skuszeni możliwością obserwacji zjawiska.

#2. Piramidy ziemne


Większość osób, które po raz pierwszy widzą piramidy ziemne, przeciera oczy ze zdumienia. No bo - po pierwsze - komu by się chciało kłaść kamyki na tych wszystkich ziemnych stożkach? I - po drugie - skąd się wzięły owe stożki, które miejscami sięgają nawet kilkunastu metrów wysokości, a ich liczba gdzieniegdzie sięga tysięcy?


Piramidy ziemne powstają w rzeczywistości wskutek intensywnych opadów deszczu na terenach o nietrwałym podłożu. Opadająca woda wypłukuje drobne ziarna, aż wreszcie natrafi na odpowiednio duży okruch skalny, którego nie jest w stanie „strącić”. Wówczas słup ziemi, na której leży kamień, zostaje osłonięty jak parasolem, podczas gdy materiał wokół dalej jest wymywany. Jeżeli proces zachodzi z odpowiednią siłą, można zaobserwować tworzące się mniejsze lub większe piramidy. Bardzo wyraźne przykłady znajdują się w Turcji, Bułgarii i Rumunii.

#3. Penitenty


Z wyglądu przypominające nieco piramidy ziemne, penitenty nie mają tak naprawdę z nimi nic wspólnego. Penitenty są bowiem zbudowane nie z ziemi, a ze śniegu i lodu. Osiągają niekiedy nawet dwa metry wysokości. Jak powstają? Nie ma co do tego pewności.


Specyficzne warunki - klimat, nasłonecznienie, suche powietrze - sprawiają, że minimalne z początku ubytki w powierzchni lodu lub firnu pogłębiają się wskutek zachodzącego topnienia. Powstałe zagłębienia skupiają promienie słoneczne, przez co cały proces topnienia przyspiesza ("dziura" topnieje szybciej niż lód położony dalej, na powierzchni), aż wreszcie „rodzą się” zauważalne penitenty, na przykład te najbardziej znane w Andach. Mimo iż niezwykle malownicze, są zgryzotą nie tylko dla naukowców, ale i podróżników. Przejście przez „zasłonę” z penitentów jest w wielu wypadkach niemal niewykonalne.

#4. Zwierzęcy deszcz


"Pogoda dla rybaków" to coś, o czym Jarek Kret jeszcze w prognozie nie opowiadał, a zdarzały mu się bardzo odległe dygresje. Aby więc go wyręczyć: od czasu do czasu w niektórych miejscach na świecie z nieba spadają zwierzęta. Najczęściej ryby i inne niewielkie organizmy morskie, ale czasem też lądowe kreatury - na przykład żaby. Jak to się dzieje?

Wyjaśnienie przez długi czas stanowiło dla naukowców zagadkę, podejrzewano nawet, że aby zobaczyć ryby spadające z nieba, trzeba zbyt długo przebywać na słońcu. Ostatecznie jednak świat nauki przychylił się do oskarżenia trąb powietrznych, które mają jakoby „zasysać” niewielkie zwierzęta, windować je na duże wysokości, a następnie - razem z całymi masami powietrza - przenosić w stosunkowo odległe rejony, by potem zapoczątkować zrzut. Ostatnio na przykład - w styczniu 2012 roku rybi desant nawiedził Filipiny.

#5. Błyskawice z Catatumbo


Burza z piorunami to malownicze zjawisko, które od czasu do czasu przybiera nieoczekiwane kształty. Niejedna osoba przekonała się już o dosłowności powiedzenia „niech mnie piorun trzaśnie”, niejeden dom i niejedna stodoła spłonęła od wznieconego wyładowaniem ognia. Po dziś dzień niektórzy na pierwsze oznaki nadciągającej burzy rzucają się po różaniec. Tym osobom raczej nie proponuję przeprowadzki do Wenezueli.
Jest bowiem w Wenezueli takie miejsce, położone u ujścia Catatumbo do Maracaibo, gdzie piorunów jest znaaacznie więcej niż w Polsce. Statystyka wskazuje, że na 365 dni w roku w tym regionie Wenezueli przypada aż 160 dni burzowych. Co najbardziej osobliwe, obserwuje się jedynie błyski, nie słychać zaś charakterystycznego huku. Boże, widzisz i nie grzmisz...


Dlaczego wyładowania są tu tak częste? Ma to związek ze zderzeniem dwóch skrajnie różnych mas powietrza - ciepłej znad jeziora Maracaibo oraz lodowatej spływającej znad Andów.

#6. Pororoca - niebo i piekło surferów


Chyba ostatnim, z czym kojarzy się amazońska dżungla, jest tłum surferów, charakterystyczny bardziej dla wybrzeży Australii czy Stanów Zjednoczonych. Tymczasem rekordowe fale pojawiają się regularnie właśnie u ujścia Amazonki i nazywane są pororoca, co znaczy "niszczący huk". Z końcem lutego, kiedy poziom wody podnosi się, następuje zderzenie mas spływających Amazonką z "oczekującymi" wodami oceanicznymi, przez co w głąb rzeki wdziera się wielka fala, sięgająca nawet 4-5 metrów wysokości. To właśnie pororoca, która - aby ulec wygaszeniu - potrzebuje nieraz nawet kilkudziesięciu kilometrów. To dzięki niej na jednej fali utrzymać się można nawet przez pół godziny! Niebo dla surferów.


Jednak surfowanie po Amazonce wiąże się ze sporym ryzykiem. Na sportowców, którym powinie się noga, czekają bowiem liczne krokodyle i aligatory, piranie, anakondy, a nawet zapuszczające się w górę Amazonki agresywne żarłacze. W rzece żyją też candiru, ryby, które - uwaga, drastyczne - wciskają się w cewkę moczową, a z powodu kolców niemożliwe jest ich bezstratne usunięcie. Zwabia je zapach moczu. A gdyby tego było mało, południowoamerykańskie tropiki to siedlisko najpodlejszych chorób, którymi bez szczepienia niezwykle łatwo się zarazić. Na domiar złego wody Amazonki pełne są mułu, przez co bardziej przypominają brunatny ściek. Piekło dla surferów.

Poza konkursem: na zdjęciu poniżej widać przezroczyste, "czarne" wody Rio Negro w miejscu, w którym rzeka ta uchodzi do zamulonej Amazonki. Potrzeba przynajmniej kilkudziesięciu kilometrów, by wody wymieszały się do tego stopnia, że niemożliwe jest odróżnienie ich gołym okiem.


#7. Kule Naga


Przyzwyczailiśmy się już, że zwykle coś spada nam na głowę. Jak nie deszcz, to meteoryt albo inne nieszczęście. Znacznie rzadziej coś odrywa się od powierzchni Ziemi, aby odlecieć ku górze. W Tajlandii nie jest to aż tak niespotykane, jak mogłoby się wydawać. Od czasu do czasu, zwłaszcza w październiku, ale i w innych miesiącach, z wody "wyskakują" ogniste kule, które z początku wolno, a potem coraz szybciej unoszą się do nieba, by po jakimś czasie zniknąć tak niespodziewanie, jak się pojawiły. Jednej nocy można wtedy zaobserwować nawet kilka tysięcy takich zdarzeń.

Geneza powstawania kul Naga nie jest znana. Jeden z tajlandzkich naukowców zasugerował, jakoby za "wystrzały" odpowiedzialne były soczewki metanu powstające przy dnie rzeki, które to - w specyficznych warunkach unoszone ku powierzchni - miały zapalać się w obecności tlenu. Problem w tym, że nie udało się wyjaśnić, skąd na dnie Mekongu miałoby znaleźć się aż tyle metanu oraz jak jego pęcherze - mimo licznych zawirowań wody - miałyby "w całości" dotrzeć do powierzchni.

#8. Czerwone zakwity


O takich efektach specjalnych nawet nie śniło się scenarzystom "Szczęk". Woda, która z dnia na dzień staje się jadowicie czerwona, budzi strach u osób, które widzą ją po raz pierwszy. Trudno zresztą nie mieć katastroficznych skojarzeń. Doświadczenie pokazuje jednak, że skojarzenia te wcale nie są nieuzasadnione, bo zakwity wód w skrajnych wypadkach okazują się fatalne w skutkach. Pierwszy powszechnie znany przypadek z 1793 roku z Kolumbii kosztował życie ponad 100 osób, a kolejne kilka tysięcy zdrowie. Jeden z najświeższych - na Borneo w styczniu 2013 - przyczynił się do śmierci dwóch osób, które zjadły skażone owoce morza.


Dlaczego woda tak gwałtownie zmienia kolor? Dzieje się tak z powodu glonów, które w specyficznych, sprzyjających warunkach masowo rozmnażają się, trując wodę i zabijając żyjące w niej organizmy. Niekiedy niebezpieczne jest również przebywanie w sąsiedztwie skażonej rzeki - istnieje ryzyko chorób układu oddechowego wywołanych wdychaniem toksyn.

#9. Burzowe ognie św. Elma


Radio Łódź nie jest jedyną rozgłośnią, której prezenter pogody w samym środku ogromnej śnieżycy opowiadał o bezchmurnym niebie i słonecznym dniu. Mimo że do meteorologów można mieć nieco więcej zaufania niż do wróżb wróża Macieja, warto zachować przynajmniej zdrowy dystans (i kiedy Jarosław Kret zapowiada bezchmurny tydzień z 30-stopniowymi upałami, wziąć sztormiak, puchową kurtkę i falochron). Tymczasem istnieją przesłanki, które pozwalają ze znacznie większym prawdopodobieństwem przewidywać zmianę pogody. To między innymi ognie św. Elma, niewielkie iskierki pojawiające się późnym wieczorem i nocą, kiedy najłatwiej je zaobserwować.

Ponoć tak wyglądają PRAWDZIWE ognie św. Elma :).

Powstają na krawędziach przedmiotów, gdzie różnica ładunków elektrycznych jest duża, co pozwala z dużą dozą prawdopodobieństwa spodziewać się burzy. Same ognie św. Elma są zupełnie niegroźne, a zobaczenie iskier wyskakujących z własnej ręki (bez uprzedniego umieszczenia drugiej dłoni w kontakcie) to niezwykle interesujące doświadczenie.

#10. Zorza polarna


W sprzyjających warunkach - zwłaszcza imprezowych - na niebie zobaczyć można różne cuda. Na szczęście zorze polarne równie dobrze obserwować można na trzeźwo co pod wpływem, bo nie dość, że są naukowo zrozumiałym zjawiskiem, to jeszcze zdarzają się na tyle często, by ich obserwacja nie stanowiła większego problemu. Mimo że powstają na skrajnych szerokościach geograficznych, nieraz zaobserwować je można z Polski. Czym są i jak powstają zorze polarne?


Zorze polarne to zjawiska świetlne o najczęściej zielonkawym lub czerwonawym zabarwieniu, zmieniające się dynamicznie i rozciągające się na setkach kilometrów. Powstają w wyniku przepływu ładunków elektrycznych w jonosferze, nasilającego się m.in. w konsekwencji rozbłysków na Słońcu.

Źródła: 1, 2, 3, 4
Zdjęcia: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19

niedziela, 21 kwietnia 2019

Efektowne wybryki natury I


Lata płyną w najlepsze, kolejni odkrywcy zapisują się na kartach historii, a mimo to planeta Ziemia wciąż stanowi dla naukowców zagadkę. Oto kolejne dziesięć miejsc i zjawisk, istnych przyrodniczych cudów, których fenomen nie w każdym wypadku został wyjaśniony.

#1. Kamienie, które dostały nóżek

Wśród geologów panuje powszechne przekonanie, że coś, co zajmuje mniej niż 100 milionów lat, nie jest warte uwagi. Wyjątek stanowią tzw. wędrujące kamienie, które z godnym podziwu uporem przesuwają się po dnie Doliny Śmierci w Kalifornii. Co w tym szczególnego? Nic poza tym, że jak dotąd zaobserwowano tylko ślady ruchu, nigdy sam ruch. I tym, że najcięższe głazy - ważące nawet po 350 kilogramów - przesuwają się tu najszybciej. I wreszcie także tym, że nikt nie ma bladego pojęcia, dlaczego w ogóle się ruszają (na dodatek każdy w swoim tempie, we własnym kierunku, część parami, a reszta pojedynczo).


W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, kiedy zainteresowanie wędrującymi kamieniami z Doliny Śmierci stopniowo rosło, powstało mnóstwo hipotez, które systematycznie były odrzucane. Mówiło się o ruchach grawitacyjnych (ALE część kamieni wędrowała delikatnie do góry), o wietrze (ALE jego siła nie mogła być wystarczająca), o różnicy ciśnień po jednej i drugiej stronie obiektu (ALE tego nawet naukowcy nie rozumieli) i... koniec końców stanęło na niczym. Zagadka, w jaki sposób kilkusetkilogramowe kamienie wędrują na odległość kilkuset metrów, grając na nosie badaczom, pozostaje nierozwiązana. A gdyby tego było mało, z obserwacji wynika, że niektóre z największych kamieni potrafią zwyczajnie rozpłynąć się w powietrzu. Po prostu zniknąć. Jak? Świetne pytanie.

#2. Nocna tęcza


Jak powstaje tęcza? To proste. Jeżeli słońce znajduje się na odpowiedniej wysokości, promienie padają pod odpowiednim kątem i oświetlają krople padającego deszczu. W międzyczasie gdzieś tam na krańcach powstającej tęczy biegają skrzaty i ustawiają garnki pełne złotych monet. Tyle za dnia. Ale tęcza - wbrew temu, co twierdzą na kanałach z bajkami dla dzieci - może powstawać nie tylko za dnia. Niekiedy tworzy się również w nocy, choć, to fakt, w takiej postaci występuje zdecydowanie rzadziej. Ale dlaczego w ogóle występuje?

Otóż dlatego, że w pewnych specyficznych warunkach Księżyc zachowuje się niemal identycznie jak Słońce. „Daje” wystarczająco światła, by nie tylko „rozproszyć złej nocy cienie”, ale też zaprogramować całkiem atrakcyjną wizualnie tęczę. Potrzebna jest pełnia i - rzecz jasna - trochę deszczu, a efekt okaże się naprawdę zaskakujący. Oczywiście nocnej tęczy pod względem kolorystyki czy wyraźności daleko będzie do tych łuków widocznych za dnia (nie tylko na rondzie w Warszawie), ale element zaskoczenia wynagradza wszelkie „niedoskonałości”.

#3. Kozy drzewołazy


Co i w jakiej ilości trzeba palić, żeby zobaczyć kozy wspinające się na drzewa? Okazuje się, że wbrew wszelkiej logice nie trzeba nic palić, nie trzeba też nic pić. To, co widać na zdjęciach, to nie fotomontaż, a efekt ewolucji w najprostszym możliwym rozumieniu. Marokańskie kozy faktycznie wdrapują się na drzewa, ale robią tak nie z powodu wyjątkowo wysublimowanego hobby, a z głodu. Gdy wszędzie indziej trudno o jakiekolwiek ślady pożywienia, drzewa stanowią dobre źródło cennych składników.

Nie wystarczy jednak ogryźć kory. W wypadku drzew arganowych chodzi o młode pędy znajdujące się z oczywistych względów na wysokości. Jakby kozy skaczące po drzewach same w sobie nie zapewniały wystarczającej rozrywki, lokalna ludność zbiera odchody kóz żywiących się na drzewach arganowych i uzyskuje z nich olejek. Olejek ten wykorzystywany jest potem do celów kosmetycznych i - co gorsza - kulinarnych.

#4. Klatraty metanu


W poprzednim „odcinku” mowa była o kulach Naga wystrzeliwujących z Mekongu i hipotezie, jakoby za wybuchy te odpowiadały zgromadzone na dnie rzeki pęcherze metanu. Mające podobne podłoże zjawisko występuje też w innych częściach świata, między innymi w rejonie Bermudów. Tam jednak metanowe kule nie „wyskakują” z wody. Mogą za to spowodować znacznie większe szkody. Tzw. klatraty metanu to substancje chemiczne będące połączeniem metanu i wody, tworzące się na dnie akwenów wodnych.

Kiedy metan z tychże klatratów gwałtownie się rozkłada, powstała substancja rozrzedza wodę, obniżając jej gęstość o połowę, a w niektórych przypadkach i więcej. Jakie niesie to za sobą konsekwencje? Statek, który wpłynie na tak rozrzedzoną wodę zachowuje się jak resorak po przekroczeniu krawędzi biurka - traci podparcie i natychmiast się zapada. Wystarczy kilkanaście sekund, by nawet gigantyczny okręt zniknął na dnie. Powstające przy okazji uwalniania klatratów metanu turbulencje miały również zagrażać przelatującym bezpośrednio nad zjawiskiem samolotom.


Klatraty metanu to również jedna z hipotez wyjaśniających istnienie Trójkąta Bermudzkiego, bardzo popularna kilkanaście lat temu, zanim pojawiła się inna, mówiąca, że Trójkąt tak naprawdę wcale nie istnieje.
Na marginesie: Podawane w wątpliwość istnienie Trójkąta Bermudzkiego to zagadka, która nurtuje wielu ludzi już od wielu wieków. Pojawiło się mnóstwo hipotez uzasadniających rzekomo częste w rejonie Bermudów katastrofy statków i samolotów, o zamachy równie często oskarżani byli Rosjanie i kosmici. Ze zbliżonym prawdopodobieństwem winy. Rzecz w tym, że według wszelkich dostępnych statystyk Trójkąt Bermudzki to wierutna bzdura stworzona ku uciesze gawiedzi. W rzeczywistości wcale nie stwierdzono, aby w którymkolwiek z hipotetycznych zasięgów „działania” Trójkąta Bermudzkiego dochodziło do większej liczby wypadków niż w którymkolwiek innym równie intensywnie uczęszczanym regionie Oceanu Atlantyckiego.

#5. Wiktoria królewska


W jaki sposób przepłynąć Amazonkę? Najlepiej surfując na Pororoce, ale są też i inne możliwości. Przynajmniej teoretyczne. Jedną z nich daje wiktoria królewska, jedna z ciekawszych roślin, którą - w stanie skrajnej konieczności - można równie dobrze wykorzystać jako tratwę. Liście rosnącej w/na Amazonce wiktorii mają okrągły kształt, a ich rant wywinięty jest na kilka centymetrów ku górze, dzięki czemu powierzchnia liścia nie ulega zalewaniu wodą. „Płyta” wzmocniona jest również od spodu za pomocą specyficznego użebrowania. A co to oznacza w praktyce?

Liście wiktorii królewskiej w naturalnych warunkach osiągają nawet cztery metry średnicy, dzięki czemu są w stanie utrzymać na powierzchni wody „ładunek” o masie sięgającej 75 kilogramów. Czyli - nikomu nie wypominając - kompaktowych rozmiarów dorosłego człowieka. I nawet jeżeli pływanie tym wątpliwym środkiem transportu mogłoby być utrudnione, to już kolacja na liściach nabiera zupełnie nowego znaczenia.

#6. Lodowe kręgi


Liście wiktorii królewskiej to nie jedyne duże i okrągłe rzeczy, które gdzieniegdzie znaleźć można na wodzie. W Skandynawii i Ameryce Północnej pojawiają się obiekty, które nie ustępują liściom ani kształtem, ani rozmiarem. Są jednak w całości zrobione z lodu. Te specyficzne lodowe kręgi powstają w sposób naturalny i mają idealny kształt. Liczą od kilkunastu do kilkuset centymetrów średnicy. Jak i dlaczego powstają?

Powstawanie lodowych dysków przypomina trochę robienie pizzy w niektórych pizzeriach, gdzie kucharze kładą na dłoni kawałek ciasta, a następnie wprowadzając go w ruch obrotowy nadaje się mu kształt eleganckiego placka. Podobnie z lodem, który przy utrzymujących się przez długi czas ujemnych temperaturach powietrza (stąd miejsca występowania lodowych dysków) i w bardzo wolno poruszającej się wodzie wprawiony zostaje w ruch obrotowy i z czasem uzyskuje kształt bez mała doskonałego okręgu.

#7. Oko Afryki


Nie wszystko, co interesujące, można zobaczyć gołym okiem. Czasem wystarczy popatrzeć z innej perspektywy. Na przykład z satelity, aby odkryć jedną z ciekawszych form czarnego lądu. To Oko Afryki, gigantyczna grupa skalna, która sprawia wrażenie, jakby złożona była z wielu kręgów ustawionych jeden wewnątrz drugiego. Początkowo zakładano, jakoby Oko Afryki miało być pochodzenia wulkanicznego lub... kosmicznego. Naukowcy podzielili się na dwa obozy - z jednej strony uważano, że oko Afryki to dawny wulkan, z drugiej zaś że krater powstały w konsekwencji upadku meteorytu.

#8. Ogniste tornada


Alfred Hitchcock twierdził, że na początku dobrego filmu ma być trzęsienie ziemi, a potem napięcie powinno tylko rosnąć. I natura znalazła odpowiedź dla tych, którym zwykłe tornado to mało. I jeżeli tamto - posługując się eufemizmem - nazwać można szkodliwym, to ogniowe tornado jest wprost mordercze. Jak powstaje? W specyficznych warunkach - przy odpowiednio wysokiej temperaturze i silnych prądach w powietrzu - ogień formuje się w wiry i słupy sięgające kilkudziesięciu metrów wysokości i kilku szerokości.

Zazwyczaj ogniste tornada przemieszczają się na odległość nieprzekraczającą kilku kilometrów, a całe zjawisko trwa najwyżej kilka minut, zdarzają się jednak i ekstremalne przypadki. Słupy ognia sięgające kilometra wysokości, napędzane wiatrami przekraczającymi 150 km/h i niszczące wszystko na swojej drodze. Ogniste tornada nierzadko towarzyszą pożarom lasów w Australii. Towarzyszą im i pomagają w rozprzestrzenianiu się ognia.

#9. Słoneczne słupy


Od czasu do czasu, kiedy Słońce znajduje się odpowiednio nisko, zaobserwować można charakterystyczne słupy świetlne, które... czasem uznawane były za dowody lądowania kosmitów. Nic z tych rzeczy. Poza składem osobowym polskiego Sejmu nie ma w dalszym ciągu żadnego potwierdzenia, że kosmici odwiedzili Ziemię, dlatego do wyjaśnienia powstawania słonecznych słupów trzeba było zaangażować logikę - razem z podstawami fizyki i optyki.

Światło pochodzące z nisko znajdującego się Słońca (ale też i Księżyca) odbija się od drobnych kryształków lodu w atmosferze. Przy ich odpowiednim ułożeniu względem źródła światła powstają bardzo wyraźnie widoczne słupy. Jednym z miejsc, w których szczególnie łatwo je zaobserwować, jest rejon wodospadu Niagara zimową porą.

#10. Chybotki


Powiedzenie „solidny jak skała” można obalić na tysiące sposobów, a chybotki to tylko jeden z nich. W dosłownym tłumaczeniu z angielskiego to balansujące skały, czyli mniejsze lub większe głazy, które wydają się przeczyć logice i fizyce. W niektórych wypadkach - mimo że same liczą kilkadziesiąt metrów wysokości - opierają się o podłoże na powierzchni równej kilkudziesięciu centymetrom kwadratowym. I kiedy wszystko wskazuje na to, że wystarczy pierwszy lepszy podmuch wiatru, by na liście katastrof zapisać kolejną pozycję, skały te utrzymują się bez ruchu przez setki tysięcy lat. Ale te i tak nie są najciekawsze.

Ustępują chybotkom w prawdziwym tego słowa znaczeniu, czyli formacjom skalnym, które bez większego trudu można lekko rozbujać, wręcz prosząc się o nieszczęście. I znów nieszczęście nie następuje, przynajmniej nie w takiej formie, jak można by oczekiwać, bo sk...ały te ruszają się tylko w ograniczonym zakresie.


Źródło: 1, 2, 3
Fotografie: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12